Czy mogę w tym roku wymagać od siebie mniej?

” Niczego nie dokonasz, bo nigdy nie będzie dobrego momentu. A na pewno nie wtedy, kiedy do swojego nicnierobienia dorzucisz jeszcze postanowienie o tym, że “będę bardziej pobłażliwa dla swojej bezczynności” ubierając je ładnie w stwierdzenie, że “mniej od siebie wymagam”

Chwilę przed nowym rokiem moje News Feedy w mediach społecznościowych zalała fala postów i blogowych wpisów o tym, że robienie postanowień noworocznych jest passé . Za miesiąc, a nawet w połowie stycznia będzie nam wstyd wspominać nasze górnolotne plany, ewentualnie po gorliwych początkach doznamy efektu jojo i nazwiemy to kolejną lekcją odpychając określenie “porażka”. Bardziej świadomi siebie blogerzy, czy przedsiębiorcze kobiety, które obserwuję w social mediach deklarowały czasami coś odmiennego.

“W nowym roku wymagam od siebie mniej”.

Pod jednym z Instagramowych zdjęć napisałam “mam dokładnie takie samo postanowienie!”. Minęło już od tego trochę czasu, dlatego poniżej przedstawiam kilka luźnych myśli o tym, czy postanowienie pod tytułem “wymagam mniej” ma sens? I dlaczego nie.

(…)jestem za tym, że być szczerym z samym sobą.

Bo “wymagać mniej” to dawać sobie fory. Trzeba mieć silną wolę żeby ze zdrowego fundowania sobie chwili dla siebie nie zrobić wiecznego posiedzenia na kanapie i oglądania czwarty raz z rzędu ulubionego serialu. Trzeba mieć naprawdę dużo na głowie i złapać się na tym, że nie do końca panujemy nad balansem w naszym życiu, żeby narzucać sobie cel odpoczywania. Trzeba umieć rozróżnić, czy nasza potrzeba odpoczynku wynika z realnych powodów, czy jest kolejnym sposobem na usprawiedliwienie swojej niekonsekwencji.

 Czy jestem za tym, żeby bez wytchnienia poświęcać się pracy, być na zawołanie każdego, a rozmowy z bliską osobą zamieniać na kolejne nadgodziny, czy kursy, żeby wygrać wyścig szczurów? Nie.

Niczego nie dokonasz, bo nigdy nie będzie dobrego momentu.

Ale jestem za tym, że być szczerym z samym sobą. Często więcej wolnego dają sobie osoby, które dużo myślą. I tylko dużo myślą. Snują tak intensywne plany, w ich głowach toczy się tyle niezmiernie ważnych spraw, podejmują tyle potencjalnych decyzji, że czują iż w końcu czas przystopować. Ale w czym przystopować? Skoro na dobrą sprawą nic nie robisz i męczysz się samym wymyślaniem scenariuszów co by było gdyby, albo czego dokonasz kiedy w końcu nadejdzie odpowiedni moment. Niczego nie dokonasz, bo nigdy nie będzie dobrego momentu. A na pewno nie wtedy, kiedy do swojego nicnierobienia dorzucisz jeszcze postanowienie o tym, że “będę bardziej pobłażliwa dla swojej bezczynności” ubierając je ładnie w stwierdzenie, że “mniej od siebie wymagam”

Czyli pozostaje nam wypruwać sobie żyły do upadłego, mało spać i chodzić jak w zegarku? Nic bardziej mylnego. Myślę, że dla kobiety, która prowadzi swój biznes, przeniosła się do nowej siedziby, organizuje warsztaty, ma dzieci i do tego aktywnie udziela się w social mediach postanowienie “wymagam mniej od siebie” jest dobre. Tak jak w przypadku autorki Instagramowego zdjęcia. Bo w tym kontekście potrzeba takiego kroku jest autentyczna. Jeśli jednak jesteś tylko na etapie myślenia, to odpocznij sobie właśnie od tego i zacznij działać.

  • Ja zrobiłam sobie postanowienia i ciągle się ich trzymam. Taka moja natura, że lubię obierać sobie jakiś cel i do niego dążyć 🙂 Aczkolwiek zauważyłam pewną tendencję ostatnio, żeby wrzucać więcej “na luz” i odpuszczać sobie różne kwestie. I tego też się trzymam 🙂 Potrzebujemy czasem takiej chwili nic nie robienia i nie myślenia. I o dziwo w cale to łatwe nie jest!

    • Trend wrzucania na luz jest super! Popieram go jak najbardziej, ale bywa to dosyć zdradliwe u osób, które mają przypadłość odkładania wszystkiego na później. Bo wydaje nam się (nam bo też niestety należę do tej grupy – mam nadzieję, że już niedługo), że jesteśmy zmęczeni tymi wszystkimi celami i planami. Ale tak naprawdę na planach i rozpiskach się kończy! I to jest ogromne ograniczenie, żeby pójść do przodu z czymkolwiek. Dobrze jest znaleźć ten balans. Nauczyć się konsekwencji, ale też sprawić, że tryb “odłączenia” będzie czymś naturalnym. Tobie życzę tego drugiego, bo widzę, że konsekwencji można pozazdrościć 🙂

  • Wymaganie od siebie mniej moim zdaniem jest dobre i warto to robić. Warto zwolnić, warto zastanowić się chwilę, warto nie wywierać na siebie presji, która zamiast czynić nas hiperproduktywnymi odbiera nam kreatywność i chęć działania. Wymagać mniej nie musi wcale oznaczać pobłażliwości czy lenistwa, a po prostu zwolnienie i zadbanie o to, by się nie wypalić przez ignorowanie innych swoich potrzeb niż tylko ambicje do działania na jakiejkolwiek płaszczyźnie 😉 Alicja

    • Jestem jak najbardziej za zdrowym balansem! Łatwo jednak się pogubić. Albo jak szaleni dążymy po trupach do celu i później odwracając się za siebie widzimy zgliszcza w postaci zrujnowanych relacji, czy zmarnowanych ważnych momentów, albo przeciwnie – czujemy taką presję, że musimy być na szczycie, że wolimy się wcale nie wychylać. Wtedy kończymy na kanapie z laptopem na kolanach i wpędzamy się w poczucie winy, że nie jesteśmy na tyle idealni, żeby te szczyty zdobywać. Wtedy własnie wymagamy od siebie mniej – dla usprawiedliwienia. A chodzi o to, żeby znaleźć złoty środek – stawiać sobie realne cele i konsekwentnie do nich dążyć, ale nigdy za wszelką cenę. Przecież czas na relaks daje nam możliwość zdystansowania się i złapania szerszej perspektywy 🙂

  • Bez postanowień czyli nakreślenia sobie kierunku działań bylibyśmy nadal w miejscu. Ja sama mam postanowienia, ale jestem ze sobą szczera. Robię to co mogę, bez przesadnego ubierania w wielkie słowa i projekty. Wieczorem dokładnie wiem, czy dany dzień był dobry i za bardzo odpuściłam.. Szczerość wobec samego siebie – i nic więcej nie potrzeba.

    • Ubieranie w wielkie słowa – ulubione zajęcie osób, które próbują uspokoić swoje sumienie, że jednak coś robią! Projekt, lista zadań, taski i inne cuda wianki. Odpowiedni kierunek i szczerość z samym sobą – najprostsza droga, żeby małymi kroczkami ruszyć z miejsca i dojść tam gdzie chcemy. A później jeszcze dalej.

      • Dokładnie tak. Kiedyś przeczytałam takie zdanie że sfrustrowane osoby udostępniają memy pt “w tym roku nie mam postanowień bo i tak ich nie zrealizuję” żeby mieć pewne usprawiedliwienie. No tak, wtedy też nikt inny od nich nie będzie wymagał… Pozdrawiam 🙂

  • Tak, jak zawsze podkreślam – postawiony jasno cel motywuje najlepiej! Motywuje do podjęcia próby, do dalszego rozwoju i do odważnego spojrzenia w przyszłość! 🙂

    • O tak! Odważne spojrzenie w przyszłość to ciągle jakiś temat tabu. Tacy jesteśmy skromni, boimy się myśleć o tym, że chcemy więcej, a co dopiero po to sięgać. Ja dorzucam zawsze jeszcze poczucie sensu. Definiując cel szukam swojego “po co”. To jeszcze mocniej nakręca i pozwala się nie pogubić 🙂