Toksyczni wojownicy

Znasz kogoś kto nie dopuszcza do siebie żadnych racjonalnych argumentów, bo to on zawsze ma rację?Ba! Kto jest z tego dumny? Oczywiście, że znasz. Nawet kilka. Tak samo jak ja. I wiesz co? Szczerze mi ich żal.

Znasz kogoś, kto zawsze dopnie swego? Kogoś kto nie dopuszcza do siebie żadnych racjonalnych argumentów, bo to on zawsze ma rację? Kogoś kto ma silny charakter a pewność siebie kipi na wszystkie strony. Kogoś kto nie boi się tego okazać? Ba! Kto jest z tego dumny? Oczywiście, że znasz. Nawet kilka. Tak samo jak ja. I wiesz co? Szczerze mi ich żal.

Takie czasy

Żyjemy w czasach kiedy trzeba rozpychać się łokciami. Musimy ciągle krzyczeć, z całych sił, by nie zostać zakrzyczanym. Musimy każdego dnia mocno tupać nogą, niemal tak mocno, aby świat poczuł, że ziemia się trzęsie, by kiedy bierzemy wdech, który pozwoli nam dalej krzyczeć, inni dalej czuli naszą obecność. Musimy przedzierać się na szczyt spychając brutalnie w dół innych, by utrzymać poziom materialny, czy społeczny. Dajemy się wciągnąć w podstępną grę. Byle nie pozostać niezauważonym. Byle nie zostać zapomnianym.

Wojownicy są wśród nas

Świat leży u ich stóp. Leży. Ale nie Świat, a światek. Ten, którym udało im się zawładnąć.

Bezkompromisowy, zgorzkniały awanturnik. W każdej wsi znajdzie się obywatel, którego zna każdy pracownik Urzędu Miejskiego, parafii i sklepu. Złożył im już tyle wizyt walcząc o swoje prawa, że stał się małym wiejskim celebrytą. W każdej szkole znajdzie się nauczyciel, który ma się za chodzącą alfę i omegę i żyje w przekonaniu, że banda idiotów, których musi uczyć nie zasługuje na ludzkie traktowanie. Znajdą się przedsiębiorcy, którzy mają się za magnatów biznesu, bo złapali kilka dobrych zleceń i są pewni, że to daje im podstawy do tego, żeby swoich pracowników traktować jak zaprogramowane maszyny, które przecież z życia i tak nic nie mają, bo są zbyt prości i ograniczeni, żeby wykorzystać potencjał rozrywek dzisiejszego świata. Każdy z nich z pewnością jest charyzmatyczny. Każdy z nich bez wątpienia ma powody, by czuć się pewnie. Każdy z nich uważa, że jest ponad innych i że  Świat leży u ich stóp. Leży. Ale nie Świat, a światek. Ten, którym udało im się zawładnąć. Czy to poprzez wprowadzenie terroru, czy to poprzez przewagę nad osobami o niższym szczeblu zawodowym. Pytanie jednak, czy jest się czym chwalić i czy nasi wojownicy zdają sobie sprawę z tego jak bardzo negatywny wpływ mogą mieć na swoje otoczenie?

Czy owy starszy obywatel, który wysyła miesięcznie kilka listów z zażaleniem do urzędu miasta i potrafi zaprowadzić idealny porządek w swoim domu, zdaje sobie sprawę, że rodzina chodząca jak w zegarku wraca do domu ze strachem. Za każdym razem kiedy głośniej zatrzasną drzwi mogą spodziewać się awantury i wyzwania od najgorszych. A po każdej awanturze modlą się, żeby ten koszmar wreszcie się skończył. Czy wie o tym, że po opuszczeniu przez niego małego sklepiku na zapleczu łzy wyciera sponiewierana sprzedawczyni, która własnie została wyzwana od najgorszych, bo zbyt drobno wydała resztę?

Czy charyzmatyczna i inspirująca w swoim mniemaniu nauczycielka zdaje sobie sprawę, że uczeń z trzeciej ławki wstrzymuje oddech, żeby tylko nie sprowokować jej do nagłego wybuchu i, że jego kaligrafia nie jest perfekcyjna bo ze strachu trzęsą mu się ręce. Czy zdaje sobie sprawę ile osób wyrzuciło swoją pasję do kosza i w zamian przyjęło regularnie wręczany przez nią pakiet lęków i wstrętu do nauki?

A czy pan prezes zdaje sobie sprawę, że jego pracownik jest o krok od rozwodu, bo miejsce w jego umyśle, które zawsze zarezerwowane było dla żony wypełniają teraz nowe terminy i coraz większe względem niego wymagania. Czy zdaje sobie sprawę, że wymagając od niego pełnego zaangażowania kosztem rodziny, dany pracownik niedługo dowie się, że jego mała córeczka myśląc, że nie jest wystarczająco dobra, by zyskać uwagę ojca popadła w anoreksję.

Szacunek i strach dzieli cienka granica

To, że potrafimy wywołać respekt wśród ludzi, nie jest jednoznaczne z pozyskaniem szacunku.

Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Jedno jest jednak pewne. To, że potrafimy wywołać respekt wśród ludzi, nie jest jednoznaczne z pozyskaniem szacunku. Jeśli wydaje Ci się, że efektem ciszy w trakcie Twojej przemowy jest fakt, że z Twoich ust płynie czyste złoto zastanów się najpierw, czy może ta cisza nie jest efektem strachu przed Twoimi niekontrolowanymi wybuchami, albo z faktem, że nikt nie ma siły ani ochoty wdawać się z Tobą w dyskusję bo to jak rozmowa ze ścianą.

To wszystko z czego nasi wojownicy są tak bardzo dumni powinno wynieść ich na piedestał. Powinno pisać się o nich biografie, stawiać im pomniki. Legendy o tych wielkich osobistościach rozsianych w większych i mniejszych miastach powinny być przekazywane z pokolenia na pokolenie. Jedynym jednak śladem po ich charyzmatycznym istnieniu są przykre wspomnienia, niezagojone rany w umysłach i blizny na duszach bliskich im osób. W efekcie zamiast pomników zostaje po nich tylko chęć zapomnienia (i przyrost liczby uczestników psychoterapii). A pomniki stawiać będą tym, którzy osiągnęli coś swoją ciężką pracą, wykorzystaniem wiedzy i życzliwością dla ludzi.

Ale tak to już jest, że najmniejszy psy szczekają najgłośniej.  

Ale tak to już jest, że najmniejszy psy szczekają najgłośniej. Dlatego właśnie jest mi naszych pseudo wojowników żal. Bo mimo, że mają charyzmę, to nie potrafią osiągnąć nic więcej poza wywyższaniem się ponad słabszych. Mateusz pisał niedawno w swoim wpisie, że nie powinniśmy wybielać ludzi po ich śmierci, to ja nadal twierdzę, że jeśli ktoś faktycznie był złym człowiekiem to najgorszą rzeczą jaka może go spotkać po śmierci (poza czeluściami piekielnymi ) jest zapomnienie. Fakt, że przez wzgląd na to jaki był nikt nawet nie chce o nim wspominać. Nawet w złym kontekście. Tak właśnie nasi wielcy charyzmatyczni wojownicy odchodzą w zapomnienie mimo swojego niedoścignionego w ich mniemaniu geniuszu.


fot//Unsplash