Nie taka normalność straszna

“w 45% jesteś normalną dziewczyną” – tak zostałam podsumowana przez test autorstwa Mateusza Grzesiaka. Cóż, wyrok został wydany- zginę w świecie pełnym barwnych ptaków i indywidualistów.

A tak serio to zaciekawiła mnie jedna rzecz. Wiem, że Mateusz jest tylko człowiekiem i może się mylić. Wiem, że to tylko test, którego wynik mógłby się różnić w zależności od mojego nastroju czy sytuacji życiowej. Mam do tego dystans i nie mogę brać tego serio a tym bardziej pozwolić, żeby wynik testu relacji mnie jakkolwiek definiował. Ale zastanowiła mnie jedna reakcja. Niezadowolenie i nos na kwintę po przeczytaniu podsumowania, że jestem normalna. Jak to normalna?! Nie chcę być normalna! Dziś nie wypada być normalnym.

WYRÓŻNIJ SIĘ LUB ZGIŃ

Masz 3 możliwe drogi do wyboru, którymi pójdziesz w trakcie nauki w szkole. Jesteś prymusem i przy okazji każdego zakończenia roku wychodzisz dumnie (lub z lekkim zażenowaniem) odebrać dyplom na auli. Wybierasz drogę cwaniaczka-rozrabiaki i miękki dywanik dyrektorki, lub trzecią drogę. Przechodzisz przez całą szkołę niezauważony.Przemijasz i po latach oglądając zdjęcia nikt nie pamięta jak się nazywasz.

Jeśli (…) podchodzisz do ludzi z zainteresowaniem to oni zawsze będą pamiętać. Nie to co zrobiłaś, czy powiedziałaś, ale to jak się przy Tobie czuli. 

Która jest warta przeżycia? Pierwsza i druga wydaje się mieć jakieś znaczenie. Pierwsza daje szanse na lepszy start, dzięki temu co już sobie wypracowałaś. Druga pozwala Ci kolekcjonować wspomnienia, przeżywać młodzieńcze romanse, ewentualnie poznać nowych ludzi (na przykład kuratora sądowego). Ile miałeś odwagi, żeby pójść którąś z tych dróg?

W biznesie jesteś pracownikiem etatowym i nikt nie ma pojęcia o Twoim istnieniu. Nawet Twój najlepszy klient przekręca Twoje imię. Albo jesteś wielkim wizjonerem, wyzywasz wszystkich od idiotów, ich pracę kwitujesz pytaniem “co to za gówno” i nazywasz się Steve Jobs. Którym typem jesteś?

Co tam mówisz? Że jak? Aaa to nie takie proste?

Oczywiście, że nie. I nie daj sobie nigdy wmówić, że wszystko jest czarne albo białe. Że nie możesz czuć się wyjątkowo robiąc swoje i idąc własną drogą.

A może by tak normalnie?

W szkole wiedziałam, że warto znać podstawy różnych dziedzin, bo nigdy nie wiem kogo spotkam i jak wielką idiotkę z siebie mogę zrobić nie wiedząc, że w gniazdku prąd jest cały czas. Ale też miałam świadomość, że pewne rzeczy przydadzą mi się bardziej niż inne. Energię więc poświęcałam na swój rozwój, eksperymenty z grafiką, filmem, czy na bycie NGO’sem. Bez ściągania, z wykorzystaniem logicznego myślenia zaliczałam co trzeba, laury zbierałam w interesujących mnie obszarach (co było całkiem miłe). Jednak nigdy nie oczułam się jak ta normalna dziewczyna, którą się zapomni. Bo jeśli robisz coś z sercem i podchodzisz do ludzi z zainteresowaniem to oni zawsze będą pamiętać. Nie to co zrobiłaś, czy powiedziałaś, ale to jak się przy Tobie czuli.

Warto mieć otwarty umysł, myśleć kreatywnie i wiedzieć w którą stronę chcemy się rozwijać – jak ten kujon. Ale warto też zaszaleć, podjąć ryzyko, doświadczać, smakować, ponosić porażki i odnosić małe codzienne zwycięstwa – wzorem cwaniaczka (punkt z kuratorem opcjonalny).

Wiesz, którą drogą warto iść? Swoją. W świecie gdzie każdy jest inny i daleki od normalności, okaże się, że zwykła szczera autentyczność jest w cenie. I bardziej wyrazista na dłuższą metę niż sztuczna kreacja.

*Jeśli jesteś ciekawa co Tobie wyszłoby z testu (i do jakich przemyśleń Cię popcha) to możesz go zrobić tutaj.

** Dopiero 51% przesądza cokolwiek – po uświadomieniu sobie tego odzyskałam spokój ducha.